Nie sądziłem, że będę tak się wzruszać, patrząc, jak mój prawie 10-letni syn przeciska się pod zasiekami i pokonuje wszystkie przeszkody z uśmiechem od ucha do ucha. A jednak – Runaway Drogbruk Junior w Kołobrzegu dostarczył emocji nie tylko dzieciom, ale też nam, rodzicom.
Organizacja – pierwsze wrażenie
Impreza odbywała się w wyjątkowym miejscu – na plaży centralnej przy kołobrzeskim molo. Już od godziny 10:00 można było odebrać pakiety startowe. My dotarliśmy sporo później ale pakiety dostępne były nawet pół godziny przed startem. Wszystko szło sprawnie – przyjazna obsługa, brak kolejek, dobrze oznaczone stanowiska. W pakiecie była techniczna koszulka, woda i zdrowa przekąska – drobiazgi, ale wywołały u dzieci wielki entuzjazm. Dla posiadaczy Kołobrzeskiej Karty Mieszkańca organizator przewidział też darmową sesję na dmuchańcach. Mój syn od razu założył koszulkę i… z uśmiechem przyglądał się sobie jak wygląda.
Start – emocje sięgają zenitu
Starty odbywały się falami, według kategorii wiekowych. Nasza – chłopcy 9–13 lat – ruszała około 14:30. Było bardzo ciepło, i jak na złość brakowało nawet lekkiej bryzy znad morza. Było za to sporo kibiców – a atmosfera przypominała wielkie zawody. Serce mi drżało, kiedy mój syn ustawił się na linii startu. Spojrzał na mnie, pokazał kciuk do góry – „Dam radę!” – powiedział. A ja wiedziałam, że właśnie rośnie.
Trasa i przeszkody
Trasa miała około kilometra, z kilkunastoma przeszkodami – niektóre naturalne, inne specjalnie skonstruowane: drabinki, siatki, tunele z opon, tyrolka. Widziałem, jak dzieci wspinały się, skakały, brnęły przez piasek. Bieg i przeszkody były wymagające ale przy każdym stanowisku dostępna była obsługa techniczna, która zawsze służyła pomocą. Jeżeli jakieś dziecko miało problem z pokonaniem któregoś stanowiska mogło ominąć barierę. Obserwując Olka byłem dumny z tego jak radził sobie z każdą trudnością i nie odpuścił na żadnej stacji.
Co ważne – organizatorzy zadbali o bezpieczeństwo. Na trasie byli wolontariusze, instruktorzy, ratownicy. Nikt nie został sam, każde dziecko było pod dobrą opieką.
Meta – wzruszenie i duma
Kiedy zobaczyłem go na ostatnich metrach, cały w piachu z plaży, spocony, ale z medalem na szyi i ogromnym uśmiechem – łzy wzruszeni same napływały mi do oczu. Dla niego to był bieg jak w filmie akcji, dla mnie – najpiękniejszy dowód na to, że warto pokazywać dzieciom, jak można się cieszyć ruchem.
Medal był naprawdę solidny, a do tego koszulka na pamiątkę i zdjęcia z biegu – świetna pamiątka nie tylko dla dziecka, ale też dla nas, rodziców.
Na koniec dla niektórych największy hit. Piana Party – niekończące się chichoty, chlapanie i czysta radość. Syn wyskoczył z niej jak mały superbohater – mokry, ale szczęśliwy.
Dlaczego warto?
To nie był po prostu bieg – to była przygoda, nauka wytrwałości, pokonywania strachu, współpracy z rówieśnikami. Widok dzieci dopingujących się nawzajem, pomagających sobie na przeszkodach – bezcenne.
Dla nas, dorosłych, to także czas offline, bez ekranów, blisko natury i z ogromną dawką pozytywnych emocji.
Na koniec…
Mój syn po biegu, jeszcze z mokrymi włosami po zabawie w pianie, powiedział tylko:
„Tato, czy możemy wystartować jeszcze w innych, podobnych biegach!”.
A ja? Już wpisałem termin przyszłorocznej edycji do kalendarza i przeszukuje internet w poszukiwaniu podobych imprez.
Jeśli szukacie rodzinnej imprezy, która łączy sport, zabawę i wartości wychowawcze – Runaway Junior to strzał w dziesiątkę.
Nie tylko dla dzieci – dla całych rodzin.



